Ordynariat Prawosławny
Aktualności
09.12.2019
Nasze pragnienia, marzenia...
Niespełnione marzenia, niewysłuchane modlitwy. Znacie to? Czy przypomina to wasze życie? Dużo chcemy, wiele oczekujemy, ale nie zawsze otrzymujemy.

Najważniejsze - mieć marzenie

  Niespełnione marzenia, niewysłuchane modlitwy. Znacie to? Czy przypomina to wasze życie? Dużo chcemy, wiele oczekujemy, ale nie zawsze otrzymujemy. Choć w rzeczy samej nawet nie wiem, czy w dzisiejszych czasach ludzie mają wiele marzeń. Nasza dusza zmęczyła się i opadła z sił, dlatego nie mamy żywych pragnień. Tak, by obudzić się rano, płonąc jakimkolwiek silnym marzeniem, pragnieniem czegokolwiek. Dzisiaj nawet nie wiesz, o czy marzyć, do czego dążyć. Zobaczysz młodzieńca i zapytasz go:
- Co chcesz osiągnąć w życiu?
A w odpowiedzi usłyszysz:
- Czy ja wiem? Cokolwiek… Właściwie to nie wiem, czego chcę.
Dlatego najważniejsze - to mieć marzenia, pragnienia, chęci, dążyć do tego, by zrobić cokolwiek w tym życiu. Prorok Daniel w Starym Testamencie był nazywany mężem pragnień. Miał uświęcone pragnienia, miał cel - zbliżyć się do Boga, dostąpić miłości, modlitwy, pokory, robić jakieś kroki, poruszać się naprzód.

Radość nie jest na zewnątrz, ona jest w tobie!

  Podstawowym pragnieniem w życiu człowieka jest bycie radosnym i szczęśliwym. To najważniejsze i mieści się w tym wszystko. Przecież - dlaczego coś robisz? By poczuć radość? A gdzie ona jest? Radość, której szukam, w istocie mieści się w moim sercu. Tu jest moje szczęście, jednak odkąd dorosłem, mój umysł się zmienił i dlatego wydaje mi się, że radość jest nie tu, a gdzieś indziej.
Ta plątanina odgrywa ważną rolę w naszym życiu. Myślimy, że będziemy usatysfakcjonowani, jeśli ktoś da nam prezent, jeśli ktoś nas pokocha i podaruje nam miłość. Jednak to kłamstwo i oszustwo, a zakłamanie tego naszego pragnienia ujawnia się w miłości, kiedy oczekujemy, by ktoś nas zadowolił i dał nam poczucie spełnienia, a tak naprawdę on (czy ona) przebudza tylko to, co już w nas jest - nasze piękno. Dlatego niektórzy mówią, że zakochując się, w zasadzie zakochujesz się nie w kimś innym, a w sobie samym, w swoim ”ego”, które ktoś inny wyciąga na powierzchnię, w tym pięknie, które nosisz w sobie. Inny jest jedynie powodem ku temu, by zostało ono ujawnione. Staje się on tego przyczyną.
    Na przykład Aleksandra poznaje Jerzego i staje się powodem, by on przejawił istniejący raj, który skrywa w sobie. A Jerzy myśli, że jego szczęściem jest Aleksandra. Ale nie na tym polega szczęście. Jest ono w jego sercu, które nosi w sobie Boga. Po prostu pewna Aleksandra lub pewien Jerzy staje się powodem ku temu, by przebudziła się cała wielkość naszej duszy, byśmy cieszyli się, radowali i odczuwali wewnętrzną pełnię.
    Czy widzieliście zakochanych? Pewnie też – wy, którzy jesteście w małżeństwie - byliście kiedyś zakochani. Przypomnijcie sobie, jak kilka dziesięcioleci temu fruwaliście ze szczęścia. Myślisz, że inny spełni twoje marzenie. Ale to nie tak. Radość jest w tobie. Pewnego razu Nikos Kazandzakis (grecki pisarz) przyszedł na Świętą Górę Athos, do pewnego małego monasteru. Jeden z najmniejszych, a zarazem przepiękny monaster - też tam bardzo często jeździłem, nawet po 4 razy w roku - monaster Dionisiat. I opisuje to w swoim dzienniku. Tam pewien mnich zapytał go:
- Jak ci się podoba nasz monaster?
A on odpowiedział:
- Jest tu bardzo ciasno. Duszę się tu. Jest on taki ciasny, że nie mieścisz się w nim.
A mnich odpowiedział mu:
- To nie monaster jest temu winien. To świat jest ciasny. Nie mieścimy się na tej ziemi.
Ziemia nie może objąć twej duszy. Tego, czego szukasz - tu nie znajdziesz. Jest gdzieś w innym miejscu. Dlatego, że jest większe, szersze i wyższe. Ale jeśli to znajdziesz - to nawet jeśli zagonią cię w ostatnią dziurę, będziesz szczęśliwy i zadowolony. I wszędzie będziesz szczęśliwy. A jeśli nie znajdziesz, to bez końca będziesz szukał spokoju, ale nigdzie go nie zaznasz.
Przyjaciel powiedział mi:
- Jedziemy z żoną do Paryża!
To było jej marzenie. A on myślał o wydatkach, które czekają go w trakcie tej wyprawy. Ona cieszyła się:
- Jeśli mnie tam zawieziesz, nic więcej nie będzie mi potrzebne do szczęścia!
Jednak kiedy tylko zostało spełnione jej pierwsze pragnienie, zaczęły pojawiać się nowe problemy: w hotelu było głośno, słaba dźwiękoszczelność, obsługa nie na poziomie i ciągle padał deszcz. I choć on myślał, że ta wyprawa da mu spokój, to bez końca pojawiały się kolejne i ciągle nowe problemy.

Umysł ciągle szuka problemów

   Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że taka jest natura naszego umysłu. On nigdy się nie uspokaja. Serce - jest w porządku. A umysł ciągle szuka problemów, które czynią nas zgorzkniałymi i niezadowolonymi, zmuszają nas do narzekania i niepokoju. Dlatego kiedy pytam kogokolwiek, co u niego, a on odpowie, że wszystko w porządku - to najlepsza spośród wszystkich odpowiedź - jestem szczęśliwy. Jednak mało kto mówi, że wszystko u niego w porządku. Każdy ma jakiś problem. A kiedy tylko wspomnisz o swoich problemach, zaczynamy konkurować - czyje problemy są większe:
- Przestań, to nic! Jaki to problem? Gdybyś znał mój problem!
To znaczy, że mam umysł, który ciągle znajduje coś nowego i patrzy na to przez czarne okulary. To dotyczy umysłu, to problem umysłu, który żyje na tym paliwie. Jego paliwem są pragnienia, których nie można niczym zaspokoić. Zaspokajasz je, a umysł się nie uspokaja. Nasyca się na 5 minut, a potem znów zaczyna narzekać.
Dlatego w Boże Narodzenie i podczas Paschy możemy zobaczyć ludzi, którzy się pokłócili. Mamy wszystko, usiedliśmy do stołu - i zaczynamy kłótnie. A dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że umysł nie może powiedzieć: „Uspokójmy się!” Cóż to będzie za umysł, jeśli nie wynajdzie jakiegokolwiek nowego problemu?

Czym jest pomoc?

   Bóg przychodzi do naszego życia nie po to, by nas głaskać, a po to, by pomóc nam iść naprzód. Dzieje się tak nie wówczas, gdy jesteś głaskani, lecz wtedy, gdy jesteśmy popychani do przodu. Jeśli zgaśnie mi samochód po drodze do Lamii i poproszę cię o pomoc, to co zrobisz? Popchniesz go, by odpalił. A potem co mi powiesz?
- Szczęśliwej drogi!
Jednak jeżeli mi się spodoba i poproszę cię, byś popychał mnie nadal, to odpowiesz:
- Nie. To już nie jest pomoc.
Pomoc oznacza, że pomogę ci, byś kontynuował dalszą podróż, byś wstał na nogi, byś nauczył się samodzielnie kręcić kierownicą swojego życia, swojej duszy. Bóg często nie słyszy naszych modlitw - byśmy mogli stać się odpowiedzialnymi ludźmi. A wielu, niestety, przychodzi do Cerkwi myśląc, że tam w magiczny sposób rozwiążą swoje problemy i Bóg zrobi wszystko za nich. A ty - co będziesz robił? Trzeba samemu starać się działaniem osiągnąć w życiu to, czego szukasz w modlitwie.

Kiedy modlimy się o jedno, a robimy zupełnie co innego

   Św. Paisjusz gdzieś mówił, że są ludzie, którzy modlą się o jedno, a robią coś zupełnie innego. Ktoś ma wysoki poziom cukru we krwi, chce go zbić, ale ciągle chodzi do cukierni i długo wpatruje się w witrynę, póki ślinka nie pocieknie. Mówisz mu:
- Masz wysoki poziom cukru, chcesz go zbić, a oglądasz takie witryny?
Takich rzeczy nie można łączyć.
Inny ma nadwagę i lekarz powiedział, że musi zrzucić 10 kg, ale on nadal odżywia się tak, jak wcześniej, przychodzi i prosi mnie:
- Ojcze, pomódl się, żebym schudł!
A jak to zrobić? Czy twoje serce tego chce? O co pyta Chrystus? „Chcesz być zdrowy?” (J 5,6). Ktoś zaprzeczy, że nie ma takiego ślepego, który nie chciał by odzyskać wzroku. Zgadza się, ale nie zawsze tak jest, dlatego, że człowiek, o którym przed chwilą opowiedziałem, nie chciał wyzdrowieć. Werbalnie mówisz o swoim pragnieniu, ale czy chcesz tego w działaniu?
Pewien 32-letni człowiek, szukający żony, powiedział mi:
- Pomódl się i ty!
A o co mam się modlić? Wieczorem on wraca do domu i zaczyna narzekać na swój los: „Boże, ciągle jeszcze nie ożeniłem się! Nie ma dla mnie żony!” - i przy tym nie robi nic, by to osiągnąć. Mówię mu:
- Jeśli będziesz wieczorami siedział w swoim pokoju, nie ożenisz się. Nie da się tak, trzeba coś robić. Rozumiesz?

Chrystus chce współpracy z twojej strony

   Chrystus odpowiada na twoją modlitwę, ale chce On również współpracy z twojej strony. Ty też musisz dołożyć starań. A wielu z nas, niestety, nic nie robi. Modlimy się do Boga, a w głębi duszy nie chcemy nawet ruszyć palcem. Dlatego trudności, które nas spotykają - to lekcje dla nas, byśmy zrozumieli, że coś jest nie tak, mija czas, a nasze życie się nie zmienia.
Byśmy zrozumieli swój błąd. Może minąć rok, zanim go zrozumiemy. Potem, w pewnej chwili możesz ocknąć się i powiedzieć: „Robię coś nie tak”. Zrozum, co dokładnie.
Ten chłopak - jaki błąd popełniał? Z nikim nie rozmawiał, nie miał kontaktów, nie miał znajomych, z nikim się nie spotykał i został sam. Trzeba walczyć o swoje marzenia również działaniem. Chociaż w praktyce nie zawsze jesteśmy na to gotowi.
Pewna młoda kobieta chciała wyjść za mąż, to było jej największym pragnieniem. Zapytałem ją:
- Na pewno tego chcesz?
- Tak, przecież młodość przemija.
I dlatego, koniecznie chcesz wyjść za mąż.
- Ale czy sama tego chcesz?
- Myślę, że tak.
- I jesteś gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność, urodzić dziecko, by twoje życie ruszyło na większych obrotach, by nie pozostało ci osobistego życia, a byś dzieliła je z drugim człowiekiem? Czy jesteś gotowa przejść przez to wszystko?
- Właściwie to bardzo poważne pytanie. Nie wiem, czy podołam temu wszystkiemu, co tak opisujesz. Wyobrażałam sobie to jakoś tak, bardziej romantycznie, jak w filmach.
Życie - to trudna rzecz. Kto ma silne pragnienie, ten wprowadzi je w życie. Jeśli jesteś gotowy, spełni się. A jeśli nie, życie zmusi cię, byś się przygotował. Długie nierozwiązywanie problemu, trudności, niepowodzenia, przeszkody, drzwi zatrzaskujące się przed twoim nosem - to wszystko zmusi cię do zadumy: „Dlaczego te drzwi się zatrzasnęły? Czego nie powinienem robić, a co trzeba było? Co zmienić? Jak się poprawić?” - oto właściwe pytania.

 
 
Tekst: Archimandryta Andrzej (Konanos)
Tłum.: Justyna Pikutin
za: http://www.wiadomosci.cerkiew.pl/news.php?id_n=2734

 

foto
Święto Spotkania Pańskiego
2(15) lutego